
Znów miałem okazję rozstawić się ze swoim sprzętem w przestrzeni, która sprzyja zdjęciom. Minęło już trochę czasu od mojej ostatniej sesji, więc była to idealna okazja, by wrócić do tego, co naprawdę lubię. Pozostało tylko znaleźć modelkę — i tu pojawił się problem. Rozpuściłem wici, ale odzew był raczej mizerny. Na szczęście pojawiła się Izabela. Po wspólnej burzy mózgów powstało kilka ciekawych pomysłów na ujęcia.
Ta sesja uświadomiła mi, jak ważna jest regularna praktyka. W czasie przerwy, którą miałem od fotografii, narodził się we mnie pomysł, a właściwie chęć zmiany. Postanowiłem pójść krok dalej i wymienić moją wysłużoną lustrzankę na bezlusterkowca. Jako że moim głównym tematem są portrety, szczególnie kusiła mnie funkcja wykrywania oka podczas ostrzenia. Ile to razy przy lustrzance udało mi się uchwycić emocję, ale ostrość niestety była chybiona. Teraz ten problem miał zniknąć — i rzeczywiście, zniknął… choć pojawiły się nowe wyzwania. Z dziewięciu punktów ostrości przeskoczyłem na setki rozmieszczone na całej matrycy, co początkowo mnie przytłoczyło. Do dziś uczę się, jak to wszystko sprawnie ogarnąć, ale mam nadzieję, że z czasem stanie się to dla mnie naturalne.
Pierwsze proste portrety szybko pokazały mi, że autofokus z wykrywaniem oka to prawdziwa rewolucja. Nie muszę już kombinować z pojedynczym punktem, przekadrowywać, starając się nie zmienić płaszczyzny ostrości i jeszcze nie poruszyć zdjęcia. Teraz kadr za kadrem powstaje w ułamkach sekund. Właśnie w ten sposób w naturalnym świetle, na neutralnym, szarym tle, zrobiliśmy kilka pierwszych ujęć.
Kolejnym etapem było błyskanie. I tutaj znów pojawił się stres. Męczyłem się z synchronizacją lampy i ustawianiem świateł. Dodatkowo spaliłem czerwone filtry — jeśli myślicie, że lampy reporterskie nie mają dość mocy, by przepalić kolorowe folie, to jesteście w błędzie. Na szczęście po kilku kombinacjach udało się wszystko opanować i zrobiliśmy sporo zdjęć.
Na koniec wybłagałem Izę na jeszcze jeden, ostatni setup. Była już zmęczona, brakowało energii, ale dała się namówić na trend, który od jakiegoś czasu obserwuję — zdjęcia z tkaniną lub tiulem. Szybko zmontowałem prostą scenę i w kilkanaście minut zrobiliśmy kilka kadrów, które mnie osobiście bardzo się podobają. Może przez to zmęczenie, może przez talent Izy, a może przez cały ten klimat — zdjęcia wyszły z nutką tajemniczości, wręcz eteryczne. Mam nadzieję, że i Wam przypadły do gustu.